czwartek, 16 marca 2017

Czy ty chcesz wyglądać jak krowa ?!

Dzisiejszy wpis jest dość nietypowy, bo dużo będzie o mnie.
Ale to nie oznacza zaraz że jestem egoistyczna.
Może od początku..

Cześć, dzisiaj oficjalnie rozwijam listę rzeczy, które chciałabym zrobić albo posiadać.
Niekoniecznie teraz. Ogólnie.

  • Włosy.
Na pewno tego lata chcę zrobić jakiś kolor na włosach, ale nie mogę się jeszcze zdecydować na nic konkretnego. Swoją przygodę z farbą zaczęłam od koloru czerwonego. I pewnie jeśli nic nie wymyślę, to znowu będę czerwonowłosą, ale podoba mi się też kolor ciemny niebieski z zielonymi końcówkami, coś a'la Alissa White-Gluz. Fiolet też jest niczego sobie, ale nie taki jak starsze panie - ciemny.
  • Krótkie glany.
Kiedy jechałam kupować swoje pierwsze i na razie ostatnie glany, byłam nastawiona na krótkie z firmy Steel. Problem był taki, że nie było tej firmy, a inne krótkie wydawały się zbyt krótkie. Spodnie wychodziły mi na zewnątrz buta, natomiast język nie mógł się ułożyć i tak oto wybrałam długie.
Może kiedyś kupie idealne krótkie glany. ?
  • Nauczyć się gry na gitarze elektrycznej.
Jako mała dziewczynka zawsze marzyłam, żeby być jak Emppu (gitarzysta Nightwish), ale rodzice ignorowali moje prośby o zapisanie do szkoły muzycznej z myślą że zapomnę szybko. W końcu zobaczyli, że faktycznie chce grać.
Przedstawiłam więc sytuację i powiedziano mi, że najpierw musze pojąć podstawy na gitarze klasycznej, jeśli uznają że nadeszła odpowiednia pora, przeniosą mnie na gitarę elektryczną. Wiecie co ? Po trzech latach nauki na klasyku, ten moment nie nadszedł. W końcu zapragnęłam śpiewać.
W tym momencie jestem po kilku latach nauki, ale nadal chcę grać na elektryku.
  • Pojechać do Niemiec.
Cóż. Chciałabym po prostu wyjechać na nieco dłużej niż tydzień, myślę że wystarczyło by dwa tygodnie, w celu obycia się z językiem, podróży i zwiedzania. Takie długie wakacje.
  • W kwestii muzyki, chciałabym tez opanować technikę krzyku i growlu, oczywiście po odpowiedniej nauce śpiewu.
  • Spotkać ulubionych muzyków, czy youtuberów np. Agę Grzelak, Paulinę Mikułę, grupę Behemoth, czy Hunter.
  • Pies.
Od zawsze chciałam mieć psa. Pamiętam, że pisałam o tym w pierwszym poście istnienia tego bloga, więc przypomnę tylko, że miał to być Pimpek.
  • Więcej tatuaży.
Czy planuję ? - NIE. Chciałabym, ale nie można podjąć decyzji dziś, a jutro umawiać się na zabieg. Na pewno musi to być coś ważnego dla mnie. Pomysłów jest wiele, ale jak to będzie wyglądało ? Chciałabym mieć rękaw na prawej dłoni, mogłoby to być coś związanego z moją religią np. anioły, albo coś z filmu, główny bohater... Mapa Śródziemia ! Legolas ? Coś muzycznego.
  • Wyprawa do Hobbitonu i Mordoru - Nowa Zelandia.
Dawno temu widziałam to miejsce w telewizyjnych wiadomościach. Niedawno z kolei wspominała o nim Agnieszka Grzelak, która miała tam jechać i relacjonować wszystko na snapie, ale wydarzenie losowe jej na to nie pozwoliło. Szkoda bo naprawdę chciałam zobaczyć jak tam jest, mimo iż wiem, że to nie to samo co stawianie kroków na planie filmowym twojego ulubionego filmu. Na miejscu znajduję się knajpa z jedzeniem hobbitów, o którym wręcz marzyłam, czytając książkę Tolkiena, ponieważ opisy były mistrzowskie. Kiedy czytałam jak Bilbo przyrządza i spożywa posiłek, wręcz czułam "ten" zapach.
  • Piercing.
Co do piercingu - podobają mi się różne rzeczy. Przedstawię wam kilka.
Sztanga w uchu - podoba mi się, jest możliwość że kiedyś sobie zrobię, jeśli nie będzie mi to wadziło o okulary. Kolejną rzeczą jest koluszko w ustach, a dokładniej w dolnej wardze albo coś w stylu Ewy z  Red Lipstick Monster, ale po przygodach z aparatem na zębach, nie chce mieć ciała obcego w buzi. Przynajmniej z nie własnej woli.
Ostatnia rzecz, która ostatnio mi  zawróciła dość dobrze w głowie to septum. Kolczyk w przegrodzie nosowej. (I nagle rozjaśnia wam się skąd ten tytuł) Ale spokojnie, nie zrobię niczego z zaskoczenia.
Muszę być pewna, mimo że kolczyk zawsze można wyjąć. Ale mam dużo obaw, a największą z nich jest wycieranie nosa. Jeśli macie takiego kolczyka koniecznie napiszcie mi jak smarkacie ! ;)




Tutaj propozycje ze Snapa (alexis9786) !

 

czwartek, 23 lutego 2017

Nigdy nie trać wiary !

Hej ! Miałam dzisiaj napisać coś, co planowałam już od dłuższego czasu, ale jak wiecie moje wpisy zawsze były spontaniczne, i tym razem nie mogło być inaczej !

Tytuł jest bardzo zobowiązujący, więc muszę otworzyć się nieco przed wami i opowiedzieć niezwykle ciężką dla mnie historię. To jest druga, najgorzej wspominana rzecz przeze mnie w moim życiu. Otóż gdy byłam mała, nie potrafiłam zaufać nowym kolegom, koleżanką. Nie lubiłam poznawać nowych dzieci. I to się zmieniło dopiero, gdy poszłam do szkoły średniej, więc bardzo długo trwało. Wracając do sedna ! Kiedy przyszłam do pierwszej klasy podstawówki, poznałam małą, grzecznie ułożoną, przyjazną i z wielkim uśmiechem na twarzy dziewczynkę. Od razu zostałyśmy koleżankami. Po wpisie zadedykowanym dla mojej kuzynki, ktoś z was napisał mi, że historia niczym z książki. I tym razem jest podobnie. Nasza przyjaźń trwała bardzo długo.
Można powiedzieć, że nadal trwa, ale nie tak szybko ! Po kolei..
Bywały momenty, że nasze kłótnie trwały kilka lat. W końcu nasza przyjaźń się rozpadła.
Moja przyjaciółka mówiła wszystko jakby na odwrót. Nigdy nie uwierzyłam w to, że nie chce się ze mną przyjaźnić. Wiedziałam od samego początku, że to nie są jej słowa.
Po roku czasu zaczęłyśmy ze sobą normalnie rozmawiać. Ale to już nie była przyjaźń.
Podstawówka i gimnazjum zleciały w mgnieniu oka i dopiero w średniej zaczęłyśmy na nowo.
Myślicie że było łatwo ? Nadal nie jest ! Ciągle wybuchały kolejne wojny, zazdrość o inne osoby.
Do dnia dzisiejszego nie mam zaufania do ludzi którzy mnie wtedy skrzywdzili.
Ale moja przyjaźń była tak silna, że dałam radę. Wybaczyłam, bo wiedziałam że nie działa sama.
Przyjaciółka chodziła do liceum, ja wybrałam technikum, więc niby nasze szkoły zawsze były blisko siebie, ale nasza "odbudowa" trwała wieki ! Na początku nowych szkół, każdą długą przerwę spędzałyśmy razem, ale kiedy byłyśmy klasę wyżej, już żadna nie miała na to czasu.
Teraz moja przyjaciółka zdała maturę i dostała się na wymarzone studia, kiedy ja nadal jestem w technikum, przygotowując się na własny egzamin.
Piszę wam tego posta dlatego, że jeszcze kilka dni temu powiedziałabym "ja nie mam przyjaciół, jestem sama". Przestałam wierzyć. Byłam przekonana, że jeśli już dzieciate i mężate spotkamy się na kawie, to będzie cud. I w tym momencie uświadomiłam sobie, że jestem słaba. Bo zwątpiłam.
Poniżej możecie zobaczyć fragment naszej dzisiejszej rozmowy, kiedy dostałam zaproszenie na długo wyczekiwane spotkanie. A tak na marginesie, od ostatniego spotkania dzieli nas niespełna rok, ale to już zdarzenia losowe, które za każdym razem były ważniejsze.





Dokładnie godzinę temu (jest 21:08) zmieniłam zdanie i zdałam sobie sprawę jak bardzo się pomyliłam. Moja najlepsza przyjaciółka napisała do mnie tak piękne słowa, że łzy zaczęły mi same spływać po policzkach. Nawet teraz się wzruszam. Jest mi potwornie głupio, bo oszukałam samą siebie. Pogubiłam się w swoich przekonaniach, okazało się że zawsze miałam rację.
Ludzie, nawet najbliżsi zawsze mi powtarzali: "Nie ma co rozpaczać, widocznie to nie była prawdziwa przyjaźń, a jakby była to by przetrwała". Ja zawsze odrzucałam tego typu złote myśli. Zawsze wiedziałam lepiej. I miałam rację. Chyba nie znam nikogo o tak długim stażu przyjaźni, ale wiem że to jest prawdziwa przyjaźń i przetrwa wszystko. Po tym ile przeżyłyśmy ? Na pewno !
I mimo że nadal mam obawy co dalej, jak to będzie.. To już znam odpowiedź.
Życie będzie. Matura, studia, praca... A może moje życie będzie jak w popularnym serialu "Przyjaciółki"? To już zależy od nas.


P.S. Chyba nie muszę tłumaczyć dla kogo jest dzisiejsze wyznanie.
Ale tak dla jasności. Niezależnie ile macie lat i w jakiej jesteście sytuacji - nigdy nie wolno wam stracić wiary !

Droga przyjaciółko, wiem że to czytasz. Bardzo przepraszam, że tak mocno się pomyliłam.
Ale również bardzo dziękuję, bo gdyby nie Twoje messengerowe wyznanie... 

Jesteś niska wzrostem, ale wielka sercem <3

Dziękuję. :*



 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rozkładam muzykę na czynniki pierwsze !

Hej cześć witam !

Mnóstwo razy pisałam wam jakiej muzyki słucham, dlaczego jej słucham i co najbardziej mnie denerwuje w reakcjach innych, kiedy odpowiadam im na pytanie jakiej muzyki słucham, ale jeszcze nie pisałam o tym kogo tak naprawdę lubię najbardziej i za co.
Każdy kto dłużej czyta mojego bloga zdążył się zorientować, że mam hopla na punkcie Nightwish, i że cały zespół jest dla mnie najważniejszy, ale oprócz członków zespołu są też inni muzycy, których bardzo lubię.
Jeszcze do niedawna, jeśli ktoś zadałby mi pytanie kto jest moim ulubionym gitarzystą odpowiedziałabym, że Emppu z Nightwish !

Teraz ? Teraz odpowiedziałabym pytaniem: polski czy zagraniczny ?

Jeśli zagraniczny, to odpowiedź już znacie !
Ale jeśli polski ?

Jest pewien zespół, o którym na moim blogu bardzo dużo pisałam, ale nigdy nie rozłożyłam go na czynniki pierwsze. Zawsze skupiałam się na dźwięku i muzyce, a przecież muzykę tworzą ludzie.
Oczywiście każdą osobę tego zespołu bardzo szanuję i lubię tak samo, ale jest wyjątek.
Ten wyjątek odróżnia się swoim instrumentem, ponieważ zawsze kiedy słucham danej piosenki, skupiam się właśnie na tym instrumencie. A, i jest jeszcze bardzo ważna rzecz !
Zawsze porównuję muzyka, który gra na tym instrumencie do mojego mistrza - Emppu :)
Jeśli ktoś się orientuję nieco bardziej już na pewno wie, że chodzi o gitarę elektryczną.



Przedstawiam wam moich ulubieńców: z lewej strony Empiszonek, z prawej Seth z zespołu Behemoth. Zabawne jest to, że dostrzegłam dużo różnic między muzykami, choćby sam gatunek muzyczny jaki reprezentują. Między Nightwish'em a Behemoth'em jest wielka przepaść !
Mimo to dostrzegam wiele podobieństw w samej muzyce, chociaż jeśli zapytacie który jest lepszy, to nie znając dobrze Seth'a bez zastanowienia odpowiem, że Erno, ale to tylko takie... sama nie wiem co. Po prostu zawsze tak było i będzie.
Złapałam się też na tym, że kiedy byłam na koncercie Nightwish w Straszęcinie ubiegłego roku, głównie skupiałam się na gitarzyście. Kocham wręcz cały zespół (i Tarję!), ale wielokrotnie łapałam się na tym, że mój wzrok wodzi za Emppu. Śmieszne i zarazem najlepsze jest to, że na początku pomyliłam sceny, i kiedy przyjechałam główna scena była pusta, zero publiczności, więc mogłam wybrać sobie miejsce gdzie tylko chciałam, ale stwierdziłam że to na pewno nie ta scena i poszłam nie tam gdzie cza. Gdy już się zorientowałam, wylądowałam pod sceną z prawej strony.
Po tej stronie stał Erno. I zawsze tam stoi. Zauważyłam, że każdy muzyk ma na scenie swoje stałe miejsce, mimo że się przemieszczają. Tak więc Emppu jest zawsze z prawej strony, natomiast Seth ma swoje miejsce po lewej. Jestem przekonana, że jeśli wybrałabym się na koncert Behemoth'a mój wzrok wodziłby za Sethem. :)




Mimo że obaj są z różnych "światów", każdego bardzo cenię i szanuję. Gdyby nie oni według mnie muzyka straciła by sens. Może w tym momencie za bardzo koloryzuję, ale właśnie tak uważam, ponieważ moim ulubionym instrumentem w muzyce jest gitara elektryczna i gdyby nie ona muzyka metalowa w ogóle nie istniałaby. Chociaż metal, to nie tylko gitara, ponieważ perkusja, współgrająca z basem ma za zadanie wszystko ładnie związać, żeby brzmiało lepiej.
Powyżej zrobiłam małą sklejkę zdjęć obu muzyków, aby zróżnicować i pokazać, że oni też potrafią się uśmiechnąć albo sprawić, że ty się uśmiechniesz :)
Ponieważ słowo metal kojarzy się z czymś czarnym i złym, a metalowiec z czarnym, złym satanistą, jednak śmiem twierdzić, że ludzie słuchający owej muzyki są bardzo zabawni, utalentowani, inteligentni, szczerzy i przyjacielscy.
Na pewno bardzo chciałabym spotkać obu panów kiedyś, gdzieś, uzyskując możliwość otrzymania autografu i może wspólnego selfie ?
Wracając do tematu, wielokrotnie moi rówieśnicy pytali co takiego lubię tej muzyce, bo oni tam nic nie słyszą oprócz hałasu. Do dzisiaj odpowiadam to samo - solówki. To chyba najbardziej, ale tylko z tego nie mogłaby się składać żadna piosenka, każdy musi się czymś wykazać, więc każdy instrument jest ważny w zespole. A ja słucham każdego po trochu, niemniej jednak szczególną uwagę w każdym zespole zwracam na gitarę elektryczną.

Napiszcie koniecznie, co myślicie o tym wpisie, czy znacie tych muzyków, a szczególnie jestem ciekawa czy znacie Setha, bo jednak większość ludzi słysząc Behemoth, kojarzy tylko Nergala oraz oczywiście jacy są wasi ulubieni muzycy jeśli takich macie.
A teraz łapcie piosenkę i na razie do następnego posta ! :)

Buziaki :* !




 

niedziela, 15 stycznia 2017

Najgłupsze pytanie świata !

Wiele razy, ktoś w komentarzach zarzucał mi, że piszę coś, nie mając o tym pojęcia.
Zastanawialiście się ile razy zadaliście komuś durne pytanie ?
Durne pytania wynikają właśnie z niewiedzy ludzi.
Dzisiejszy wpis kieruję do wszystkich, którzy mają doskonały wzrok i nie muszą nosić okularów.
Jeśli nie jesteście okularnikami, to błagam was nigdy nie postępujcie tak niektórzy i nie zadawajcie tego typu pytań.
Przechodząc do sedna !
Jestem okularnicą, więc mam w pewnym sensie doświadczenie w tych sprawach.
Zdecydowałam się napisać tego posta, bo na samą myśl o pytaniu, którego tak nie znoszę, robi mi się nie dobrze.
Nie wiem czy wiecie co to znaczy, gdy ktoś ma wadę wzroku, ale to jest po prostu rozmazany obraz.
Jeszcze w zależności, czy jest się krótkowidzem, czy dalekowidzem. Ja jestem krótkowidzem, więc nie widzę z daleka. I tutaj również śmieszą mnie osoby całkiem zdrowe, które upierają się, że jest na odwrót, czyli że krótkowzroczność to wada, przy której nie widzi się z bliska ! Błąd kardynalny !
Nie zliczę ile razy padło pytanie w moją stronę, kiedy nie miałam okularów na nosie: "Ile palców widzisz?". Na samą myśl o tym, już się denerwuję. Gdy ktoś ma wadę, nie widzi dobrze, ale nie ma podwojonego obrazu ! Czy to jest takie trudne ?
Drugim równie głupim pytaniem, które może zadać osoba, znająca danego okularnika, i wiedząca że ten ma wadę i nie widzi z daleka jest: "Ej machałem Ci ! Czemu nie odmachałeś, byłem po drugiej stronie ulicy !". Nie wiem, czy zrozumiecie mój ból, ale ja nie widzę dobrze, więc z drugą stroną ulicy też jest problem. Postaram się wam zobrazować mniej więcej mój widok bez okularów.



 
Powyżej macie porównanie jak widzę z okularami (mniej więcej), a jak  bez.
Niestety to jest tylko namiastka, ponieważ ja widzę dużo gorzej.

Kolejną rzeczą, która mnie dręczy, to ludzie, którzy uważają za zabawne, gdy schlapią mnie wodą.
Jeśli czyta to jakiś okularnik, zapewne już się zagotował w środku. Nienawidzę tego, a jeszcze gorsze jest to, że osoba która zazwyczaj pięknie i zarazem wrednie skropiła mi szkła, dorzuci hasełko: "Wyluzuj, przecież wytrzesz." Tak ! Oczywiście ! Po pięciu próbach wytarcia, i po ciągłych "maziakach" w końcu je wytrę ! A potem kolejne pytanie: "Co tak trzesz, to tylko woda?!"

Ale spokojnie, żeby nie było za mało, jest jeszcze jedna rzecz.
Nasi okularnicy mają wręcz prze.... mają źle, gdy na przykład jest zima i trzeba przejść z zimnego pomieszczenia do ciepłego, albo gdy jest im gorąco latem i okulary same parują.
Wtedy ktoś mądry zawsze chce się przebić i zabłysnąć, wśród innych i grzecznie oznajmia: "Zaparowały ci okulary".
Ludzie przecież okulary mam na nosie, co oznacza że szkło jest tuż przy moim oku, więc widzę !
Jedyny moment kiedy coś widzę. Ale kiedy odpowiem zwykle komuś kto oznajmi mi tą nowość, słowem widzę, mój rozmówca zaczyna się śmiać ,jakbym powiedziała coś śmiesznego.
Powiedzcie mi proszę co jest nie tak z tymi ludźmi.

Ciekawe czy ktoś widzący wytrzymałby choć dzień w okularach, które co krok ktoś kropi wodą, brudzi itp. Niestety nikt nie jest w stanie tego sprawdzić, bo nawet jeśli ubrałby okulary z uniwersalnym szkłem, to po zaparowaniu, mógłby je normalnie ściągnąć i wszystko by widział.
Zatem jeśli jesteście początkującymi okularnikami, to moją radą jest - noś okulary !
Bo jeśli masz małą wadę i będziesz je nosił, to może kiedyś się ich pozbędziesz.
Natomiast jeśli już wiesz, że twoja wada jest zbyt duża, to są jeszcze soczewki, które dla mnie są niewłaściwe. Pomijając fakt, że okulary postarzają, brudzą się, parują i stwarzają mnóstwo problemów przy sporcie (np. basen) i życiu codziennym, są jedyną rzeczą bez której nigdzie nie wyjdę, bez której nie potrafię funkcjonować i która tak bardzo mi pomaga.

Nie jestem pewna czy aby na pewno o wszystkim wspomniałam, ale jeśli o czymś zapomniałam albo chcesz się czegoś dowiedzieć, pisz śmiało w komentarzach. Odpowiem nawet na te najgłupsze pytania.





Łapcie świetną piosenkę ! :)
Kocham <3



 

środa, 21 grudnia 2016

Kuzynki z przypadku, siostry z wyboru !

 Znowu piszę późną porą. Ale zdałam sobie sprawę, że mam większą wenę. Chyba każdy tak ma, że zanim się położy, to analizuję swój dzień. Pozwólcie, że przeanalizuję swój.
Zauważyłam, że kiedy prowadziłam tego bloga z Karoliną było większe zainteresowanie.
Przypadek ? Nie sądzę !
Ale może zacznę od początku.

Dawno, dawno temu za górami, za lasami w niewielkim punktowcu żyła sobie mała dziewczynka z rodzicami. Pewnego dnia, oglądając stare zdjęcia, dowiedziała się że ma kuzynów, których nie pamiętała. Bardzo chciała się czegoś o nich dowiedzieć, więc pytała po kolei mamę, tatę, babcię, dziadka, wujków i za każdym razem dostawała niezbyt jasną odpowiedź. Wyczuwała, że coś jest nie tak, ale dorośli to zlekceważyli, bo przecież co tam wie mała dziewczynka.
Kiedy nieco dorosła, w wieku dwunastu lat po szkole poszła z koleżanką do sklepu zoologicznego, ponieważ obie lubiły oglądać zwierzęta. Właśnie oglądały króliki, kiedy podeszła ekspedientka.
Była średniego wzrostu, o kruczoczarnych włosach do ramion, a na sobie miała czarny t-shirt, jeansy, glany i aparat na zębach. Dwunastolatce bardzo spodobał się ten styl, ponieważ starała się ubierać podobnie. Sprzedawczyni była dla nich bardzo miła, nawet pokazywała im poszczególne króliki i krótko opisywała. Po niecałym miesiącu dziewczynka dowiedziała się szokującej prawdy. Miła ekspedientka ze sklepu, była jej kuzynką. Tą samą, z którą była na zdjęciach.
Po upływie czasu dowiedziała się też, że kobieta w sklepie ją rozpoznała, ale sama nie była do końca pewna swoich przekonań.
Minęło dokładnie siedem lat od momentu ich pierwszego spotkania, a teraz minęło całe sześć od momentu zaprzyjaźnienia się obu dziewczyn.
W tym momencie mają za sobą wiele wspomnień. Między innymi założyły bloga pod nazwą Zbuntowane Pozytywnie, napisały razem kilka piosenek, nauczyły się razem grać na gitarze, straszyły razem swoją rodzinę, wchodząc do starej szafy, która mieściła się przy drzwiach wejściowych i w momencie, gdy ktoś przez nie wchodził, a dokładniej przechodził obok szafy, delikatnie otwierały drzwi szafy i łapały ofiarę od tyłu za ramię ! Byłabym zapomniała ! Razem robiłyśmy swój pierwszy tatuaż.!

Pewnie już się domyśliliście, że powyżej przedstawiłam wam po krótce moje...nasze życie.
Pamiętam, że Karolina pisała już na blogu coś podobnego, tyle że zatytułowała wpis z dedykacją dla mnie. Mnie zajęło dużo więcej czasu, zanim przedstawiłam wam swoją wersję. W tym momencie musicie się zadowolić tylko tym co jest, bo w momencie usunięcia konta Karoliny przepadły też jej posty. Niestety. Ale jeśli to przeczyta, to będzie sama wiedziała, że to dla niej.
Chciałam wam jeszcze napisać, że spełniło się moje największe marzenie z dzieciństwa.
Poznać. Tak brzmiało. Poznać kuzynkę, kuzyna, ciocię, wujka... Jestem ogromnie wdzięczna Bogu, bo zamiast spełnić moją prośbę poznania czterech osób poznałam ich znacznie więcej.
W tym momencie jestem szczęśliwą ciocią - siostrą !
Karolina zawsze chciała mieć siostrę. Mówiła, że kiedy malowała paznokcie, jej brat krzyczał, że śmierdzi :P . Typowe dla każdego faceta :) Ja zawsze byłam jedynaczką, przez co marzyłam żeby mieć rodzeństwo. Więc wymyśliłyśmy, że skoro jesteśmy kuzynkami (zaprzyjaźnionymi), to jesteśmy siostrami ciotecznymi. To ostatnie słowo skreśliłyśmy.

Tak dla jasności ! Gdyby ktoś pytał, jesteśmy siostrami ciotecznymi !



Znalazłam kawałek tj. zdjęcie, które jeszcze zdążyłam zrobić na pamiątkę




Nigdy nie zapomnę tylu wspaniałych chwil. I mimo że bywało ciężko wiele razy, to było warto. Bo jeszcze z nikim się tak nie uśmiałam. I właśnie dla takich chwil warto.



 
Dziękuję :*
 
 
 
Mimo że idą święta i każdy teraz publikuje świąteczne piosenki, to byłabym głupia, gdybym nie udostępniła ulubionej piosenki mojej siostry :*
 
Śpijcie dobrze ! :)
 
 
 

 

sobota, 17 grudnia 2016

Perspektywa świata z trzeciej strony


Dobry wieczór,
pierwszy raz piszę tak późną porą, więc jeśli będzie nielogicznie i beznadziejnie, to po prostu mi tego nie mówcie.

Jeszcze przed momentem miałam wymyślony piękny początek, który miał być świetnym wstępem, ale coś nie pykło. Już kiedyś pisałam o tym co by było, gdyby młodzi ludzie uczęszczali do szkół dla magików, czy jeźdźców smoków. Dziś chciałam się skupić na nieco innym stworzeniu świata.
A co gdyby Bóg tworząc pierwszych ludzi, nadał im niezwykłe moce ?
To zabawne, bo wpadłam na pomysł napisania tego posta, gdy zastanawiałam się co by było, gdybym miała zdolność rozpoznawania w trakcie rozmowy z nowymi osobami, czy mogę im zaufać, czy nie.
Więc pomyślałam zatem, że gdybym miała taką umiejętność, to inni ludzie też potrafiliby różne rzeczy. Teleportacja, latanie, widzenie (przyszłości albo przeszłości), klonowanie, niewidzialność,
oddychanie pod wodą i wiele innych, o których każdy z nas nie raz myślał.

Przenosząc to wszystko na współczesność !
Szkoła. Uciekasz z lekcji, ale nauczycielka biegnie za tobą. Niespodziewanie znika i pojawia się przed tobą.
Inna sytuacja ! Ta z pewnością przypadnie wam do gustu.
Opierając się na tym samym. Uciekasz, nauczycielka cię goni i nagle wzbijasz się w powietrzę !

Pomyślałam też, że ten świat byłby pełen magii, ale bez istot magicznych.
Przecież to nie logiczne ! Pff.. Gdybyśmy mieli jakiekolwiek moce, na przykład gdyby ktoś potrafił robić niezwykłe mikstury i napoje, w końcu stworzyłby coś całkiem innego, bardziej niezwykłego niż dotychczas, poza tym sami my bylibyśmy już istotami, a nie ludźmi.

Ostatnią rzeczą o jakiej pomyślałam, to jakie magiczne moce chciałabym mieć, a jakich nie.
Pozwólcie, że wymienię tylko kilka i bez ważnej kolejności.

  • Nieśmiertelność.
Przez chwilę myślałam, że super byłoby być nieśmiertelnym (jak elfy), ale dziś zmieniłam zadanie.
Jestem osobą wierzącą i wiara daje mi tą nadzieję na lepsze życie. Na ziemi nie jest dobrze. Każdego dnia jest jakiś problem. Szkoła, praca, nauka, rząd, państwo, dzieci, choroby itd. Natomiast jak głosi wiara chrześcijańska, jeśli trafisz do nieba będziesz szczęśliwy na wieki.
  • Teleportacja
Zaspałeś. Stoisz godzinę przed szafą. Śpieszysz się. Masz pięć minut do wyjścia, a jesteś w piżamie i bez śniadania. Teleportujesz się w ostatnich sekundach czasu i włala (chyba pisze się inaczej)  !

  • Czytanie w myślach i niewidzialność
Myślę że te dwie mogę połączyć. Można by je wykorzystać do własnych celów, gdy chcesz mieć pewność co inni o tobie myślą, czy mówią.

  • Przewidywanie przyszłości
Tej cechy nie chciałabym posiadać. Po prostu.

  • Podróż w czasie
Hmm.. Mogłoby być ciekawie, ale sama nie wiem. To trochę jest powiązane z wiedzą o przyszłości, ale plus jest taki, że tutaj mogłabym pozmieniać niektóre części układanki tj. życia.


Jeśli teraz myślicie, że nasze życie jest bez sensu, bo z tymi umiejętnościami byłoby łatwiej, to się grubo mylicie. Tak naprawdę te dobre cechy okazują się złymi. Dzięki temu, że nie posiadamy takich zdolności, często jesteśmy wystawiani na próbę, a jakoś dajemy sobie świetnie radę sami.
Tym wpisem chciałam wam pokazać, że nie ważne kim jesteśmy, zawsze jesteśmy kimś.
Jakkolwiek to brzmi. Myślę że Bóg celowo nie dał nam takich talentów, bo ludzie szybciej by się pozabijali. Zgubiliby się. Chciał nas ocalić przed tym. Zresztą gdyby nie to kim jesteśmy, nie mielibyśmy o co walczyć (niebo, radość, szczęście), bo przecież byśmy sobie wyczarowali co chcemy. My jednak jesteśmy waleczni, silni i niepokonani. Bo należymy do Jezusa, a On zawsze zwycięża ! <3

Nie potrzebujemy mocy, tylko Jego.



P.S.  Już straciłam nadzieję, że napiszę cokolwiek. Mimo to udało się i czuje radość, bo znalazłam czas i zdążyłam przed północą.

P.S. 2. Wiecie, to że napisałam, że nie potrzebujemy magicznych zdolności, wcale nie oznacza, że nie możemy pofantazjować. "Ludzie, którzy przestają marzyć umierają", jak to powiedział Rysiek Rydel. Dlatego piszcie, jaka moc wam najbardziej przypada do gustu i dlaczego :)



 

czwartek, 24 listopada 2016

K-pop, czyli muzyka koreańska !

Cześć i dobry wieczór !

Kilka dni temu dowiedziałam się, że jest takie coś jak k-pop, i że to jest gatunek muzyczny.
Postanowiłam wspomnieć o tym na blogu, ponieważ dla mnie to jest nowość, nie wiem jak dla was.

Krótka notka od cioci Wikipedii brzmi:

K-pop (/keɪ pɔp/, akronim od ang. Korean pop; kor. 가요, kajo) – gatunek muzyczny, który powstał w Korei Południowej, absorbując elementy muzyki dance, electropopu, hip-hopu i współczesnego rhythm and bluesa.
Według autora amerykańskiego magazynu muzycznego „Rolling Stone” k-pop to mieszanka modnej zachodniej muzyki i wysokoenergetycznego japońskiego popu, która przyciąga słuchaczy za pomocą powtarzalnych chwytliwych zwrotów, czasami w języku angielskim. K-pop to połączenie zarówno śpiewu, jak i rapu oraz przywiązanie dużej wagi do część wizualnej występu oraz efektów scenicznych.
K-pop to nie tylko muzyka; k-pop stał się subkulturą, która jest popularna wśród młodzieży całego świata. Dzięki internetowi i dostępności treści cyfrowych, k-pop zyskał szeroką publiczność. Członkowie tej subkultury określają się mianem kpoperów lub kpoperek. W Ameryce istnieje także określenie Koreaboo, jednak w krajach europejskich uważane jest za obraźliwe.

Następnie postanowiłam sprawdzić brzmienie tej muzyki.
Postaram się powiedzieć to delikatnie. Nie podoba mi się. Ale oczywiście szanuję, jeśli ktoś tego słucha. Bo wiece tak ogólnie, z notatki powyżej brzmi całkiem nieźle, ale kiedy posłuchałam sobie różnych utworów, to według mnie zalatuje pod disco-polo, którego ja nie uważam za gatunek muzyczny. Jest jeszcze jedno ale ! Nie znam się na tej muzyce, więc może po prostu źle zdefiniowałam, komputer mógł wyświetlić coś podobnego, może innego, no nie wiem, to jest tylko zarys mojej opinii. Ogólnie moim celem, było przedstawić wam ten gatunek.

Kolejnym równie "dziwnym" (pod względem nazwy) jest j-pop.
Tutaj Wiki tłumaczy:

J-pop (pełna nazwa japoński pop) – skrót używany przez cywilizacje zachodu do określania japońskiej muzyki popularnej. Termin j-pop został wymyślony w stacji radiowej J-Wave. Jest szeroko używany w Japonii do określania piosenek z gatunków pop, rock, dance, hip-hop czy soul. Do piosenkarzy j-popowych zalicza się zarówno popularnych muzyków jak i seiyū.
Sklepy w Japonii zwykle dzielą dostępną muzykę na cztery główne sekcje: j-pop, enka (tradycyjna forma ballad), muzyka poważna oraz muzyka światowa.

Znowu zarys mojej opinii: Myślę że trochę lepsze niż poprzednie, ale bez rewelacji.
Chociaż jest to muzyka znana z gier, reklam, filmów i przede wszystkim anime. A ja czasami lubię słuchać muzyki z anime :)
Jeśli znacie jakieś fajne piosenki z anime piszcie mi koniecznie !

Trzecim podobnym pod względem nazwy gatunkiem jest c-pop.

Chiński pop czyli c-pop (chin. trad. 中文流行音樂; chin. upr. 中文流行音乐; pinyin: zhōngwén liúxíng yīnyuè) to skrót od Chinese popular music czyli chińska muzyka pop. Większość artystów tego nurtu pochodzi z Hongkongu, Tajwanu i Chin kontynentalnych. Pozostali pochodzą z krajów, w których duża część ludności używa języka chińskiego, np. Singapur, Malezja.

Myślę, że podobne bardzo brzmienie do poprzedniego. Jak już mówiłam to nie jest moja muzyka, chociaż niektóre Chinki bardzo ładnie śpiewają. (Ale nie tak ładnie jak Tarja czy Sharon)

Znalazłam jeszcze coś takiego jak j-rock.
Tutaj Wikipedia głosi:

Japoński rock (nazwa często skracana do J-Rock) – nurt muzyki japońskiej, odwołujący się do europejskich i amerykańskich gatunków takich jak rock, soft rock, rock alternatywny, a także punk, metal, metal symfoniczny, muzyka elektroniczna i wiele innych. W J-rocku często występuje połączenie bardzo wielu gatunków muzycznych. Fani używający tego określenia często mają na myśli zespoły grające także gatunki, niekiedy ze wstawkami z hip-hopu, czy jazzu.

Typowe anime ! Jak dla mnie wolę wolniejsze piosenki tego gatunku. Wiki wspomniała o metalu symfonicznym, którego ja słucham na co dzień i nie bardzo rozumiem co ma jedno z drugim związanego, ale przecież z internetem się nie pokłócę !


Na koniec przykładowa piosenka japońskiego popu :)

Dziękuję, że dotrwaliście do końca !




 

Rok mnie tu nie było

Wiele razy myślałam o tym, żeby tego bloga już usunąć. Ale wiecie co? To taki pamiętnik. Lubię czasem tutaj wrócić i poczytać swoje słowa....