czwartek, 18 sierpnia 2016

Bardzo kontrowersyjny temat !

Cześć !

Dzisiejszy temat pochodzi z serii "Listy" i jest powodem do wielu sporów...
Ale to nie jest list, tylko lista !
Może większość z was się ze mną nie zgodzi, ale chciałam dziś udowodnić, że ta lista z pewnością jest nieco przesadzona.
Mianowicie jest to lista zakazanych zespołów przez kościół katolicki.
Pewnie teraz pomyślicie: "No tak ! Ty słuchasz ciężkiej muzyki, to na pewno będziesz jej teraz bronić !". A to nie tak, ponieważ uważam, że to świetny pomysł z taką listą, tyle że niektóre zespoły nie powinny się tam znaleźć.
Postaram się udowodnić o co mi chodzi, wymieniając wam wybrane przeze mnie zespoły, ponieważ lista jest bardzo długa i większości nawet nie znam, ale widząc niektóre z nich jestem w ciężkim szoku.

  1. Behemoth (chyba się ze mną zgodzicie, że akurat ten zespół słusznie jest zapisany na liście ?)
  2. AC/DC (szczerze nie mam pojęcia co do zespołu, bo nigdy nie zagłębiam się aż tak, ale wydaję mi się że chodzi o piosenkę "Highway to hell")
  3. Bob Marley (bo co ? ćpał czy tam trawę palił ? Hmm.. według mnie to tylko zachowanie osoby, a nie muzyka, nie ?)
  4. Linkin Park (totalnie nie rozumiem)
  5. Marylin Manson (gość dla wizerunku scenicznego wydłubał sobie oko, ale jeśli chodzi o muzykę robi same covery)
  6. Nightwish (oburzam się i wcale nie dlatego, że to mój ulubiony zespół, ale dlatego że akurat tutaj znam teksty, a założyciel jak i członkowie noszą krzyż na szyi i ogólnie są dobrymi ludźmi na poziomie, i co ? Ciekawi mnie kto wymyślił tę listę)
  7. Within Temptation (to samo co w przypadku Nightwish, teksty, ekipa i muzyka, a już się nie mówi o atmosferze na ich koncertach)
  8. Rammstein (bo co ? Z kraju Hitlera ? Teksty akurat też spoko)
  9. System of a down (jest chyba tylko jeden wers w piosence "Chop Suey" - gdy anioły umierają, a poza tym nie wiem czy coś jeszcze, ale może jest wyrwane z kontekstu ? Akurat tutaj nie wiem)
  10. Pink Floyd (?)
Dobra pewnie Ci, którzy nie słuchają tych zespołów powiedzą, że wszystkie jak leci są satanistyczne i złe, więc pora na coś zupełnie innego, równie zaskakującego i na ten temat się nie wypowiem, bo po pierwsze nie słucham, po drugie nie znam się.. (No niektórych słucham ale mało co)

  1. Avicii
  2. Beyonce
  3. Britney Spears
  4. Bruno Mars
  5. Celine Dion
  6. Demi Lovato
  7. Ellie Goulding
  8. Eminem (kocham Eminema <3 )
  9. Justin Bieber (bo za bardzo "ąłęł bułka z masłem"?)
  10. Jay-Z
  11. Jessie J
  12. Katy Perry
  13. Ke$ha (ej lubiłam ją)
  14. Lady Gaga
  15. Lena Del Rey
  16. Miley Cyrus
  17. One Direction
  18. Rihanna
  19. Selena Gomez
  20. Shakira
  21. Snoop Dogg
  22. Coma (wtf? Coma?! A co z tekstem :niech będzie chwała za ten czas.."?!)
  23. zespoły techno (????)

Teraz to mi ulżyło ! Ha nie żebym dokładnie trzymała się listy i wykreślała co mogę słuchać czego nie, ale szczerze w szkole mnóstwo razy byłam atakowana z tego powodu przez rówieśników, i nawet przypomina mi się sytuacja, gdzie koleżanka powiedziała, że właśnie nie mogę słuchać metalu i szczerze kamień z serca, bo ta lista powyżej, to jej play-lista.
Myślę, że z deka jest przesadzona, serio ! Ale wydaję mi się, że pewnie osoba tworząca ją muzykę ciężką po prostu włożyła do jednego wora, nie sprawdzając nic, a pop ? Cóż.. Nie mam pojęcia !
Nie mówię, że wszystko się nie zgadza, bo takie zespoły jak Behemoth, Manson, Kat czy inne tego typu są słusznie uznane za "złe", ale znowu - to jest tylko i wyłącznie moja opinia !
Co wcale też nie oznacza, że przestanę danych zespołów słuchać, bo jak już wiecie z posta "Sztuka słuchania prawdziwej muzyki", słowa nie mają najmniejszego znaczenia, a przynajmniej w metalu !

Ja was gorąco pozdrawiam i zamieszczam tradycyjnie piosenkę !
Myślę że możecie pisać w komentarzach ulubione piosenki i wasze imiona, i jeśli tylko chcecie pod każdym wpisem będę zamieszczać je dla was ! ;*





 

sobota, 6 sierpnia 2016

Metamorfoza ? Czemu nie !

Dziś wpis, na który przygotowywałam się dość długo, ale tylko dlatego, że miałam telefon w naprawie i nie mogłam zrobić wszystkiego tak jak chciałam. :)
Mam nadzieję, że się spodoba..

Po pierwsze zanim przejdę do rzeczy muszę napisać, że nie zawsze dobre jest słuchanie innych.
Mam na myśli taką sytuację, że kiedy coś wam się spodoba i zapragniecie to zrobić, to nie słuchajcie tych, którzy będą robić wszystko, abyście tego nie zrobili.
Druga sprawa, to jeśli nie będziecie chcieli czegoś zrobić, a inni będą wam tłumaczyć, że lepiej teraz, niż później - zróbcie to ! Bo potem może być za późno.




Cóż, nie pozostaje mi już nic więcej, jak tylko zaprosić was na kolejny wpis !


Pewnie jesteście ciekawi dlaczego napisałam na początku dwie zasady, których zapewne nikt nie rozumie. To w rzeczywistości bardzo proste zasady, ale przyznam że nie zawsze i nawet ja czasami ich nie rozumiem. Po prostu chodzi o to, że zrozumieją ci, którzy przeżyli coś z czego są zadowoleni i coś czego żałują.


 

Tak wyglądałam kiedyś. Na tym zdjęciu moje włosy są prosto spod prostownicy, ale do czego zmierzam ! Mając takie włosy (kolor) zdecydowałam się na koloryzację.
Chciałam być czerwonowłosą... i byłam.
Moje życie, jak i wygląd zmieniły się o 18O stopni, ale czerwona farba ma to do siebie, że szybko się spłukuje. Potem wyglądałam tak...



Miałam piękne, długie i nieco rudawo-rdzawe włosy. Muszę przyznać, że mam trochę hopla na punkcie swoich włosów. Od zawsze musiały być zdrowe i długie :)
Niestety.. Ubzdurało mi się, że chcę zostać blondynką. Co prawda nigdy do końca nią nie będę, ponieważ mam ciemną karnację, ciemne odrosty, oczy oraz brwi.



Mimo to postanowiłam spróbować. (te minki są po to, aby chronić cudze mienie :P )
I wracamy do punktu wyjścia. Poszłam do fryzjera i ...


Ciężko mi to przyznać, ale żałuję ściętych włosów. Niestety koło się zamyka. A raczej zamknęło, bo mama powtarzała mi w kółko "zetnij chociaż końcówki !", ale jej nie słuchałam. W końcu nie miałam wyjścia, bo moje włosy nadawały się już tylko pod nożyczki. I to jest ta druga zasada.
A pierwsza ? Pierwsza wciąż przypomina mi, że jestem blondynką, wbrew złośliwych komentarzy innych !







Nie jest już tak źle jak na początku, ale teraz tylko czekam, aż znów będą długie.
Piosenka dnia ? Proszę bardzo !



 

piątek, 22 lipca 2016

Moje córki krowy - recenzja książki

Witajcie !

Dzisiaj chciałam wam serdecznie polecić książkę, zatytułowaną Moje Córki Krowy, napisaną przez Kingę Dębską. Tytułowe córki opowiadają swoją historię rodzinną i życiową, przestawiając różne życiowe problemy i oskarżając się nawzajem.
Jest to świetna tragikomedia, opisana w ciekawy i interesujący sposób.






Zdjęcie powyżej przedstawia Kasię i Martę, dzielne córki, którym zawalił się cały świat.
Książka jest na tyle niesamowita, że przypomina, a raczej uświadamia nam, że warto być dobrym i trzeba się śpieszyć do tego dobra, trzeba kochać ludzi, bo bardzo szybko odchodzą.

Nie wiem na ile mogę wam zdradzić, żeby książka nie straciła swojej wartości, ale nie ważne ile zdradzę, mimo wszystko warto przeczytać. Obie z bohaterek mają kupę problemów i mimo że jedna zazdrości drugiej udanego życia, to prawda jest taka, że żadna z nich go nie ma.
W jednym momencie dzieje się coś okropnego, muszą całymi dniami przesiadywać przy łóżku szpitalnym, potem muszą biegać z sali do sali, ponieważ nagle z jednego chorego rodzica, zrobili się dwoje. I tak oto szpital moją już prawie obcykany na pamięć. Dzień w dzień przechadzają się po jego korytarzach i najgorsze jest to, że obie potrzebują swojego wsparcia, a nie potrafią go okazać.


Jeśli myślicie, że napisałam wam już o czym jest książka i nie chce wam się jej czytać, jesteście w ogromnym błędzie ! Bo to dopiero był zarys początku.. Zarys problemów.


Po przeczytaniu tej książki, myślę już tylko o tym żeby oglądnąć film, ale jakoś nie mogę się zebrać.
Jeśli ktoś z was widział albo był w kinie na premierze, koniecznie dajcie znać, czy fajny w komentarzach. Tymczasem pozostawiam was z wakacyjnym klipem :)



 

niedziela, 3 lipca 2016

Herosi współczesnego świata :)

Cześć i witam..
Dzisiaj bardzo poważny temat i mam nadzieję, że nikt tym razem nie zarzuci mi, że wierzę w greckich Bogów (zabawne). Nic nie poradzę na to, że tak bardzo lubię ten temat.
Akurat jeśli chodzi o to, do czego będę próbować was dziś zachęcić, myślę że jest bardzo pomocny.
Trzeba tylko wiedzieć kim w mitologii greckiej byli herosi.
Herosem, był człowiek półkrwi (tzn. że miał jednego rodzica boskiego), który ratuje świat przed złem. Pamiętam jak raz pisałam o tym, że jesteśmy herosami (katolicy albo inni wierzący), bo w pewnym sensie walczymy ze złem na co dzień. Z tą różnicą, że nasi rodzice są oboje ziemscy, a boska rodzina to tak dodatkowo (o ile mnie rozumiecie).
Dzisiaj odsłonię inny przykład, który zapewne trafi do większości.
Chciałam wam jeszcze zaznaczyć, że to jest ten wpis, przy którym czekałam na list, dzięki któremu mogę go zrealizować.

Kilka dni temu wyjęłam ze skrzynki na listy list zaadresowany do mnie. List przyszedł od znanego wszystkim (przynajmniej tak mi się wydaję) DKMS.
Zarejestrowałam się na potencjalnego dawcę szpiku, z czego jak wiecie z mojego Instagrama, jestem bardzo zadowolona.
Nie piszę tego posta po to, aby się wam teraz tym pochwalić, ale po to aby was zachęcić do tego samego kroku.
Jest to piękny gest i możemy mieć tę satysfakcję, że uratujemy czyjeś życie.

Odpowiem wam na początek na pytanie, kto może zostać dawcą.

Dawcą może zostać osoba między 18. a 55. rokiem życia i musi być zdrowy, jednak na ten temat więcej dowiecie się na stronie DKMS, ponieważ jest wiele informacji, o których mało kto wie i fundacja przekaże wam je po prostu lepiej.

Zarejestrować możecie się przez różne akcje w szkołach, na mieście albo zwyczajnie przez Internet.
Jak to wygląda ? Na początek podajecie kilka informacji o sobie, wypełniacie różne ankiety (ale spokojnie nie ma ich dużo, a znaczą bardzo wiele), dostajecie dwie pałeczki, pobieracie wymazy z buzi zgodnie z instrukcją i oddajecie je osobom, które pomogły wam w rejestracji albo odsyłacie je do fundacji na podany adres, jeśli robiliście to przez Internet. Potem już tylko czekacie na kartę i cieszycie się życiem.

Co jeśli dostaniesz telefon, że jesteś potrzebny ?

Pracownik fundacji zapyta o twoją gotowość i wolny termin, wypełnisz jeszcze jedną ankietę i gotowe ! Potem musisz się udać do kliniki, zostajesz przyjęty dzień przed zabiegiem, zabieg może być przeprowadzony na dwa różne sposoby, o czym zostaniesz uświadomiony podczas rejestracji, o czym sam nie decydujesz.

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie pobierania szpiku kostnego, fundacji itp. link zostawiam tutaj, a jeśli macie pytania do mnie to już chyba wiecie gdzie mnie szukać :)



 Mam nadzieję, że mnie teraz nie zbesztacie i nie powiecie nic w stylu "o masz złe światło, i sztuczny głos", bo nagrywałam ten kilkuzdaniowy filmik przez prawie godzinę, ponieważ mój telefon okropnie się zacinał i nie ma pojęcia dlaczego.

 

środa, 22 czerwca 2016

Wielki Test, czyli ciepłe lody w słoiku, combos i kolorowa Fanta ...

Cześć, witam i dobry dzień !

Wiele osób z niecierpliwieniem czekało na ten wpis, przyznam że sama nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie go opublikuję.
Jak wiecie z mojego Snapchata, kupiłam zagraniczne słodycze i "słonycze" (haha) i postanowiłam zrobić coś szalonego. Tą szaloną rzeczą było zrobienie testu.
Na bieżąco komunikowaliśmy się z wami na Snapie, ale ci, którzy nie obserwują mnie mogą teraz wszystko przeczytać i nadrobić.

Może bez większego przynudzania wymienię wam słodycze, jakie testowałam z przyjaciółmi, których opinie poznacie za chwilę:

  • Poki - paluszki-ciasteczka, oblane białą czekoladą.
  • Combos - paluszki z serem w środku.
  • The Fluff - pianka z pianek albo ciepłych lodów.
  • Fioletowa Fanta - smak marakuja i mango.
  • Mleko Skitells (nie wiem czy dobrze napisałam)

Dobra. To taka moja krótka recenzja smaków. Poki bardzo dobre paluszki, smakują trochę jak Oreo.
Jadłabym. Combos. Bardzoo słone i mocno serowe. Myślę że dobre, ale nie zachwyciły mnie.
Pianka według mnie była najlepsza i zjedliśmy cały słoik prawie na raz ! (Ej piszę się "na raz" czy "naraz" ?) Nie ważne, dalej. Fanta - chyba nasza pomarańczowa ma lepszy smak, ale ta była mniej słodka, i mimo że to było mango z marakują, to jednak dominowała marakuja.
Mleko ? Kiedy je kupowałam, byłam przekonana, że to będzie hit ! I faktycznie był, ale nie taki jakiego wszyscy się spodziewaliśmy. Wystarczy jak do mleka dodacie słynne cukierki i zasypiecie to mąką.

Wkleję wam teraz kilka zdjęć, a zaraz potem poznacie inne opinie...






Opinie moich przyjaciół:


Pati: "Paluszki były mega! Bardziej wciągnęły niż te nasze popularne z solą. Fanta-fajny smak, taki niespotykany. Rurki z serem w środku - sam zapach może nie jest przyciągający, ale smak jak najbardziej! Odwrotnie było z mlekiem skittelsowym. Mleko sikttelsowe - sama chemia! Ładny zapach, ale po pierwszym łyku już czuć proszek. Biała pianka czy coś tam na F - spodziewałam się tony cukru, a tu proszę! Można jeść bez dodatków, prosto z opakowania."

Józio: "Te słone paluszki były smaczne i z pewnością idealnie nadawałyby się zamiast chipsów przy oglądaniu meczu albo filmu, te słodkie paluszki były smaczne na zwykła przekąskę mleka ze skitelsów nie polecam sztuczne, nawet bardzo, fanta nic szczególnego a te stopione pianki spoko ale nie cały słoik na raz".

Marcin: "Niektóre produkty zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, inne wręcz przeciwnie. Kilka z nich chętnie znalazłbym w polskich sklepach".

Gaba: "Ok. 1 No to te paluszki były dobre i ciekawie smakowały. Lubię połączenie białej czekolady z czymś a'la paluszek kakaowy. 2. Fanta jakoś szału nie było ale takie 2/10. 3. Piankowe cudo. Dwa słowa opisujące idealnie to coś a'la pianki . 4. Paluszki serowe love forever. Mogłabym jeść cały czas. Mniam mniam.  5 a mleko ze skitelsów no szału nie ma ale jednak posmakowało".

Juta: "Pianka w słoiku: ma fajną konsystencję, przyjemnie się ją je, na pewno nie da się poprzestać na jednej łyżeczce tego kremu! Jednak smak mógłby być lepszy. Nic specjalnego. Mleko ze skitellsów: wydawało mi się że to będzie dobre. Ale niestety się przeliczyłam. Smak wcale nie powala, po za tym wyczuwalny jest jakiś proszek podczas picia. Nie polecam! Ciasteczka: smakowite! Z pewnością zjadłabym całą paczkę. Ale jeśli mam być szczera smak nie jest niepowtarzalny. Na pewno da się znaleźć coś równie dobrego na polskich półkach sklepowych Paluszki z serem: zapach mają mało kuszący. Ale po spróbowaniu to już nie miało znaczenia. Bardzo dobre! Chrupiące, ser wcale nie jest bardzo odczuwalny (dla mnie to dobrze, bo nie przepadam za smakiem sztucznego sera) Napój : Według mnie lepszy niż pomarańczowy. Ma delikatny smak. Z chęcią bym go kupiła i napiła się go jeszcze raz".



A teraz zobaczcie jak to wyglądało w praktyce !








 




 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
Prawdziwa baba nie poradziła se z paczką i Marcin się zlitował ;p
 
 
 
 
 
(moje ulubione)
 
 
 


 Wiecie co ? Wniosek z tego taki, że nie należy patrzeć na piękno etykiet w sklepie, bo na przykład znacie daną nazwę i wiecie że wam smakowało, to nowy zakup tej firmy też będzie wyśmienity.
Takie myślenie, to błąd i dzięki temu testowi się tego nauczyłam.
Poza tym to nie koniec moich szalonych pomysłów, ponieważ vlogerzy, których oglądam podsuwają mi niektóre z nich... Na pewno kiedyś spróbuję robaków. Wiecie - skorpion w czekoladzie, w lizaku i zwykłe, ususzone, małe albo duże, chrupiące robaczki.. Ktoś by się pisał ?
Na ten moment nawet nie przechodzi mi przez myśl, że mogłabym coś takiego zrobić, ale kto wie ?
"Nigdy nie mów nigdy" powtarza moja mama. I to też jest prawda, bo kiedy byłam mała, tata mówił, że fajnie wyglądałby tatuaż z napisem "Nightwish", że chciałby taki i mówił, że na mnie też wyglądałby nieźle. Wtedy upierałam się że nigdy nie zrobię tatuażu, bo igły ! I co ? Jest ! I z napisem "Nightwish". <3 <3 <3

 
 


Mam nadzieję, że wam się podobało i że dacie znać jakie są wasze ulubione zagraniczne przysmaki, a jeśli ich nie jedliście, to że chociaż dacie znać, co chcielibyście spróbować.
Ja czekam na was na fejsie, tymczasem mykam.. Filmik dla przyjaciół - moi testerzy :P




 
 
 
 

środa, 8 czerwca 2016

Czym jest Snapchat i jak go używać ?

Cześć !

Dzisiejszy wpis poświęcam osobom, które nie bardzo wiedzą jak używać Snapchata i twierdzą, że aplikacja jest bez sensu...

Nie znam jakiś trików (no może dwa), ale postaram się wyjaśnić najkrócej  najprościej jak potrafię, czym jest opisywana apka.
Słuchajcie...albo czytajcie ! Tak ten zwrot jest lepszy. Snap, to aplikacja, którą możecie wysyłać krótkie filmiki i zdjęcia, które dodatkowo możecie przerabiać, ale osoby którym je wyślecie, widzą je tylko kilka sekund (czyli tyle ile wy ustawicie). Jeśli nie zdążycie odczytać danego snapa, możecie go odtworzyć, ale tylko raz.
Według mnie aplikacja jest świetna, ponieważ widzicie wysłane do was zdjęcia albo filmiki kilka sekund i wiem, że dla niektórych to jest "głupie", ale ja myślę, że właśnie dlatego jest taka super.
Nie musicie oglądać tego samego kilkanaście razy z rzędu.
No i oczywiście możecie zrobić zdjęcie komuś na żarty i nabijacie się z niego tylko przez chwilę, potem ona wygasa.

Hmmm.. No cóż.. Pokażę wam teraz jak ja bawię się apką, a potem możecie napisać co wy sądzicie o tej aplikacji.


Acha ! Jeszcze jedna ważna sprawa. Jeśli nie chcecie, żeby ktoś oglądał wasze snapy, zaznaczacie tylko te osoby, do których chcecie go wysłać, natomiast jeśli chcecie żeby każdy je widział klikacie "My Story" i te snapy będą oglądane przez 24 h i nawet przez te osoby, które was dodały, a wy nie zaakceptowaliście ich :)



 




Na dzisiaj to tyle, dzięki że czytacie moje gryzmoły, a dla zainteresowanych dodam, że czasami lubię sobie pogadać na Snapie i nagrywam krótkie filmiki... Stwierdziłam, że to jest lepsze rozwiązanie dla mnie niż vlog, ponieważ nie jestem zbyt dobra z informatyki, a dowodem na to było tworzenie tego bloga. :P

Jeśli macie ochotę wbijajcie na Snapa !
A jeśli nie macie ochoty - znajdziecie mnie również na Instagramie.






Zapraszam :*




 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Dobra dziara nie jest zła :)

Witajcie !

Ten, kto ogląda mojego Snapa wie, że mam w planach "super-wpis", ale niestety musiałam go przełożyć, z powodów niezależnych ode mnie.
W zamian za to, zaczęłam realizację kolejnych wpisów.
Dzisiaj skupię się na bardzo modnym w dzisiejszych czasach temacie mianowicie TATUAŻE.
Mnóstwo ludzi je posiada, mnóstwo chciałoby posiadać.
Wypunktuję wam najważniejsze rzeczy, czyli czynności, które należy przestrzegać, abyście byli zadowoleni. Postaram się rozwiać wszystkie wasze wątpliwości i lęki.



Czy tatuaż boli ?


To pytanie pojawia się najczęściej, lecz zapewniam was, że ból jest pojęciem względnym i każdy odczuwa ból inaczej. Jednego będzie szczypało, drugiego łaskotało, a  trzeci uśnie w połowie tak jak ja.


Jakie studio należy wybrać ?

Najgorsze co możecie zrobić, to bez żadnego zastanowienia, najlepiej jeszcze przechodząc ulicą, wejść do przypadkowego studia i zdecydować się na tatuaż.
Na pewno należy zwrócić na prace artysty i stwierdzić, czy wam się podobają, ponieważ musicie pamiętać, że nie ma zawodu tatuator, dlatego że nie ma takiej szkoły specjalistycznej w tym kierunku i oczywiście to, że jest to decyzja na całe życie.
Musicie zwrócić uwagę na czystość, więc też na to jak wygląda studio wewnątrz, czy jest schludne i zadbane. Ja akurat miałam tą pewność, ponieważ kiedy czekałam na swoją kolej, mogłam przyglądać się pracy tatuatora wcześniejszego klienta. Również po jego wyjściu, artysta umył podłogę i wypsikał pomieszczenie specjalnymi środkami, po czym wypucował meble szmatką. W czasie kiedy to robił, podeszłam do wielkiej szafki z kolorowymi tuszami i przyglądałam się kolorom, kiedy tatuator krzyknął: "Nic nie ruszaj ! Wszystko sterylne !".
Kolejną rzeczą jest tatuaż u kogoś w domu. Nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na taki zabieg, bo po prostu bym się bała. Z opowiadań wiem, że takie zabiegi wykonuję się z marszu za marne grosze. Niestety tu chodzi o wasze zdrowie. Przede wszystkim !
W studio zanim zdecydujecie się na tatuowanie ciała, musicie podpisać masę papierów, wypełnić ankiety, jeszcze coś podpisać i dopiero możecie rozmawiać o tatuażu.


Jaki wzór ?

Równie ważny jest też wzór. Ponieważ jak już wspominałam tatuaż nosicie do końca życia, więc musicie być pewni jak przy ołtarzu, albo i bardziej bo nie ma rozwodów.
Chociaż można usunąć laserowo tatuaż, ale tatuatorzy nie polecają. Zresztą po co robić tatuaż, żeby usuwać ? Jeśli będzie to naprawdę przemyślany wzór, coś co wyraża was samych, możecie śmiało powiedzieć "dobra dziara nie jest zła".


Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej, śmiało napiszcie na fejsie albo zapytajcie na Schnapchacie, czy w komentarzu.

Snap: alexis9786

Zapraszam, a tymczasem przedstawiam wam zdjęcie porównawcze.


Na górze mój tatuaż robiony w studio, niżej tatuaż znajomej robiony prywatnie w domu :)
Nie jest brzydki, ale gratuluję odwagi :)




 

Rok mnie tu nie było

Wiele razy myślałam o tym, żeby tego bloga już usunąć. Ale wiecie co? To taki pamiętnik. Lubię czasem tutaj wrócić i poczytać swoje słowa....